Przetrwałam. 
I to wcale nie jest komplement.

15 stycznia 2026

W narracji potocznej przetrwanie bywa mylone z siłą psychiczną.

Jeśli ktoś „dał radę”, jeśli nie załamał się całkowicie, jeśli funkcjonuje — uznaje się to za dowód odporności. Tymczasem z perspektywy psychologicznej przetrwanie jest przede wszystkim mechanizmem adaptacyjnym, a nie wskaźnikiem dobrostanu.

Oznacza, że organizm znalazł sposób, by nie rozpaść się w warunkach,

które były długotrwale obciążające lub zagrażające.

Przetrwała, ponieważ układ nerwowy nauczył się działać w trybie mobilizacji.

Zamiast regulacji pojawiła się kontrola, zamiast poczucia bezpieczeństwa ,czujność.

Emocje, które nie mogły zostać przeżyte i ukończone, zostały zablokowane, odroczone lub zdysocjowane. To nie była decyzja świadoma ani dowód dojrzałości,

 to była biologiczna konieczność.

 

Problem zaczyna się wtedy, gdy ten tryb przetrwania zostaje uznany za cechę osobowości.

Kiedy mówimy: „ona jest silna”, często nie zauważamy, że opisujemy osobę funkcjonującą w permanentnym napięciu. Osobę, która nie odpoczywa, bo odpoczynek oznacza utratę kontroli. Osobę, która radzi sobie kosztem kontaktu z własnymi potrzebami.

Wysokie funkcjonowanie bywa mylone ze zdrowiem, choć bardzo często jest

tylko dobrze opanowaną strategią obronną.

Ciało pozostaje bezlitosnym świadkiem tego procesu.

Chroniczne napięcie, zaburzenia snu, nadwrażliwość na bodźce, trudności w odczuwaniu przyjemności czy bliskości nie są „ceną ambicji” ani „skutkiem stresu”,

są konsekwencją długotrwałego życia w stanie zagrożenia.

 

Układ nerwowy, który przez lata musiał być w gotowości,

nie przełącza się samoczynnie w tryb bezpieczeństwa tylko dlatego,

że sytuacja obiektywnie się poprawiła. Z psychologicznego punktu widzenia

kluczowy jest wniosek: przetrwanie nie oznacza integracji doświadczenia.

Oznacza jedynie, że doświadczenie zostało odłożone. Dopóki emocje związane z przeciążeniem, stratą czy krzywdą nie zostaną rozpoznane i nazwane, dopóty będą organizować funkcjonowanie z poziomu ciała, reakcji i automatyzmów.

To właśnie dlatego osoby, które „świetnie sobie poradziły”, często zgłaszają poczucie pustki, chroniczne zmęczenie lub trudność w byciu w relacji.

 

Najważniejszym momentem nie jest więc samo przetrwanie,

lecz chwila, w której pojawia się zgoda na wyjście z trybu przystosowania. To moment, w którym siła przestaje być wartością nadrzędną, a jej miejsce zajmuje potrzeba bezpieczeństwa.

W którym pojawia się prawo do słabości, zależności i wsparcia, nie jako regres, lecz jako warunek zdrowienia. Wniosek jest prosty, choć niewygodny: przetrwała, bo musiała. To nie jest komplement.

 

Komplementem byłoby życie, w którym nie trzeba być cały czas czujnym.

W którym regulacja zastępuje mobilizację, a relacja, samotną samowystarczalność.

Dopiero wtedy można mówić nie o sile, lecz o zdrowiu psychicznym.

 

 

Pamela Przybyła

 

+48 570 524 324

mozebycinaczejpz@gmail.com

ul. Łowiecka 32
62-800 Kalisz

Copyright by Może być inaczej - mgr Pamela Przybyła